Kopfbereich

Direkt zum Inhalt Direkt zur Navigation

Inhalt

MOJA BABKA - HANKA (ZOFIA ALEKSANDRA) Drukuj E-mail
Napisał Administrator   
czwartek, 20 kwiecień 2006
Image here:Hanka Thun
Hanka Thun
Naszą Babkę Thunową poznałam w wieku ok. 10 lat. Moje pierwsze wrażenie było całkowicie różne od dotychczasowego doświadczenia z instytucją babci, ponieważ  przyjechała do nas na jeden dzień z Warszawy dystyngowana, milcząca i oficjalna starsza pani.

Mieszkałyśmy na co dzień z Babcią Zosią Pieńkowską więc wiedziałyśmy dokładnie jaka „powinna być” babcia. A tu całkiem nowa sytuacja! Niemniej, przyjęłam do wiadomości, że każdy człowiek ma dwie babcie i na tyle na ile to było możliwe, wpisałam Ją w system rodzinnych stosunków polegający na odwiedzinach czy pisaniu kartek imieninowych i świątecznych. Odwiedziłam Ją ze trzy razy w Warszawie przy okazji wycieczek szkolnych i innych wizyt. Zawsze spotykała się ze mną w jakiejś kawiarni a raz wpadłam do niej na Jezuicką 2 gdzie pracowała w Związku Głuchych. Pamiętam też spotkanie rodzinne u naszej Babci Hali (siostra babci Zosi) w okresie wielkanocnym gdzie zaproszona była również i ta „nowa” Babcia. Byłam wtedy już w szkole średniej. Był to okres mojego życia kiedy jeszcze przejmowałam się zaleceniami mamy co do wyglądu zewnętrznego i czesałam się w kok, a przynajmniej wiązałam moje długie blond włosy, w odróżnieniu od buntowniczego życia maturzystki i studentki. I właśnie w mieszkaniu Babci Hali na Żoliborzu, gdy weszła Babcia Thunowa, również uczesana w kok, wszyscy głośno zauważyli moje podobieństwo (fizyczne – o charakterologicznym próbowano przebąkiwać wiele lat później) do Babci Hanki.
Hanką nazywała Ją jej rodzina i przyjaciółki. I taką Ją uznałyśmy i my.
Naprawdę nazywała się Zofia Aleksandra Wołoszyńska.( Ściągnij drzewo Wołoszyńskich w pliku rtf ) Urodziła się w dniu 6 sierpnia 1902 roku w parafii Chroberz w Kozubowie, wsi należącej do ordynacji Pińczowskiej Wielopolskich. Była córką Aleksandra Jakuba Wołoszyńskiego h. Prus III urodzonego w Kijowie i Zofii Kołakowskiej h. Kościesza; wnuczką Jakuba Filipa Wołoszyńskiego i Cecylii Rostockiej oraz Ksawerego Kołakowskiego i Malwiny Alcyat.
Image here:Wołoszyńscy 
Wołoszyńscy 

Od dosyć wczesnego dzieciństwa mieszkała jednak w Kielcach i tam uczęszczała do gimnazjum żeńskiego Emilji Znojkiewiczowej. W klasie szóstej ta 15-letnia panna miała podobne stopnie do ocen mojej piętnastoletniej córki Ani. W każdym razie i w tym przypadku nauki matematyczno-fizyczne na świadectwie wyróżniają się swoją specyfiką w trudności przyswajania! Ja byłam kontynuatorką tego trendu........
Pradziadek Wołoszyński miał przedsiębiorstwo transportowe. Podobno nie bardzo prosperował ten interes i rodzina z czasem musiała przenieść się do dosyć małego mieszkania co było niewygodne ponieważ oprócz mojej Babki były jeszcze 3 siostry i syn Witold.
Panny Wołoszyńskie były dobrze wychowane i znały maniery a także umiały znaleźć się towarzysko. W każdą niedzielę po południu grywały na fortepianie i raz w tygodniu przychodził lektor do nauki języka francuskiego.
W tym okresie mój Dziadek Stanisław stacjonował w Kielcach i tam poznał swoją przyszła żonę. . Pobrali się w Warszawie w kościele Św. Jana Chrzciciela w dniu 15 maja 1921 roku gdy Babcia miała 18 lat a Dziadek 26.
W 4 lata później przyszedł na świat mój ojciec. Jego ojciec całymi dniami pracował a matka zajmowała się dzieckiem. Był też ordynans i służąca więc większości obowiązków nie musiała wykonywać. Z pewnością młodej matce i żonie zaczęło się nieco nudzić w roli tylko pani domu czekającej na męża, tym bardziej że Jej ojciec był osobą niezmiernie towarzyską i była przyzwyczajona do tzw. „domu otwartego”.  Zainteresowała się więc tenisem. Wkrótce okazało się, że ma talent i szybko zaczęła zdobywać laury a co za tym idzie wyjeżdżać na turnieje. Dla ustabilizowanego i solidnego męża taka rola małżonki nie wchodziła w rachubę. Poza częstymi treningami dużo czasu poświęcała podobno też i trenerowi. W każdym razie była dobrą zawodniczką i grywała w międzynarodowych turniejach za granicą. Słyszałam opinię, że była trzecią rakietą Polski.
Po rozwodzie w roku 1932, Babka wyprowadziła się a mój Ojciec został ze swoim ojcem, któremu przyznano opiekę nad 8-letnim synem. Hanka Thunowa widywała się ze swoim dzieckiem mniej więcej raz na miesiąc, najczęściej w kawiarni.
Nie wiadomo co się działo z Nią w okupację. Na pewno w czasie Powstania była w Warszawie,  bo niedługo po jego upadku zjawiła się w Kielcach u swojej siostry Aliny Rostockiej. Podejrzewam, że miała nadzieję tam zamieszkać bo, jak wszyscy którzy przeżyli Powstanie, straciła na pewno mieszkanie i dobytek. Podzielone są zdania w rodzinie Wołoszyńskich, do której dotarłam dwa lata temu (a raczej zostałam znaleziona za sprawą Internetu przez mojego kuzyna Wiesia Arkuszewskiego)* dlaczego tak się nie stało. Miała też siostrę z mężem w Warszawie, małżeństwo Gadomskich którym powodziło się bardzo dobrze ale i tam nie znalazła miejsca.
Podobno przez parę lat po wojnie prowadziła kawiarnię w Wałbrzychu. Ale ostatecznie wróciła do Warszawy i do śmierci mieszkała na Wilczej kątem u znajomych, za kotarką w ich kuchni.
W latach 60. doszło do spotkania Babki z moim Ojcem. Było to za sprawą pewnego listu, który mój Ojciec otrzymał z Kielc. Podobno zaaranżowała to wszystko Alina Rostocka. Po bardzo burzliwych dyskusjach z moją Matką Ojciec dał się namówić na spotkanie. Umówili się w restauracji na warszawskim Starym Mieście. Nie było to serdeczne ani wylewne spotkanie. Zarówno mój Ojciec jak i Jego Matka byli ludźmi wyjątkowo powściągliwymi. Stąd zapewne ten zawsze wyczuwalny dystans między Babką a wnuczkami. Jeżeli dodamy do tego świadomość, że Babka nigdy nie powiedziała swojej rodzinie – a jeździła na każde święta do Będzina do swego brata, którego Małżonkę, ciotkę Leokadię Wołoszyńską dane mi było jeszcze poznać – że ma kontakt ze swoim Synem, to jawi nam się pełen obraz Jej filozofii życiowej. Przy powierzchownej ocenie była osobą na pewno  niezrozumiałą ale dla mnie Jej życie jawi się też jako tragiczne.
Odeszła prawie dokładnie w swoje 68 urodziny, 6 sierpnia 1970 roku i jest pochowana w grobowcu na Powązkach razem ze swoimi dziadkami Kołakowskimi oraz siostrą Janiną Gadomską i jej mężem.

* Jak się okazało wnuczka Konrada de Thun wyszła za Kacpra Arkuszewskiego w połowie 19 wieku.

Ostatnia aktualizacja ( poniedziałek, 15 styczeń 2007 )
< Poprzedni