Kopfbereich

Direkt zum Inhalt Direkt zur Navigation

Inhalt

MÓJ DZIADEK - STANISŁAW Drukuj E-mail
Napisał Administrator   
czwartek, 20 kwiecień 2006
Image here:Stanisław Thun
Stanisław Thun
Mój Dziadek Stanisław był wzorem chyba wszystkich cnót. Jego aktywność i wachlarz zainteresowań oraz dokonań starczyłyby na dwa życiorysy. Był oddanym patriotą, kryształowo uczciwy  i niezwykle pracowity oraz "nadzwyczaj bystry" co potwierdzają opinie wystawione przez jego przełożonych w wojsku.

Znał trzy języki obce: niemiecki, rosyjski i francuski. Bywał w Wiedniu, poznał dobrze Rosję ale i pn. Węgry oraz podróżował do Rumunii. Wiele z jego cech odziedziczył mój Ojciec, w tym zdolności do nauki języków obcych, które nadal widoczne są w rodzinie.
Dziadek był zdeklarowanym Piłsudczykiem i podzielał PPSowskie przekonania Marszałka. Z tego powodu oraz pomny na sposób życia swojego ojca, miał krytyczny stosunek do ziemian i był bodaj pierwszym w rodzinie, który z determinacją zrezygnował z partykuły „de” pisanej przed nazwiskiem. Nie należał również do osób szczególnie religijnych, co z pewnością pokrywało się z Jego filozofią życiową, mimo że wyniósł z domu katolickie wychowanie.


Stanisław Marian Thun nie miał łatwego dzieciństwa. Urodził się 19 listopada 1894 w Dzierżnie Dworskim w parafii Świedziebnia k/Rypina. W wieku około 8 lat musiał rozstać się z ojcem albowiem jego rodzice postanowili zamieszkać osobno z powodu utraty majątku – prawdopodobnie ani w rodzinie Władysławy ani w rodzinie Jana Franciszka nie było warunków do udzielenia gościny całej trójce. Albo, może Władysława nie chciała aby Staś czerpał wzorce ze swojego ojca. Prawdziwych powodów ich nieformalnej separacji chyba nie poznamy nigdy. W każdym razie najprawdopodobniej nigdy już się z ojcem nie widział.
Zachowały się świadectwa szkolne mojego Dziadka, z których wynika, że od sierpnia 1902 do grudnia 1904 pobierał nauki w Gnieźnie. Uczył się na poziomie ocen dobrych i całkiem dobrych („recht gut”), z „pilności” miał najlepsze oceny oraz adnotacje, że uczęszczał regularnie i punktualnie ("regelmässig u. pünktlich”) a najgorsze oceny - „zadowalające” miewał ze śpiewu („befriedigend”) chociaż dwa ostatnie  świadectwa wskazują na podniesienie poziomu jego umiejętności wokalnych do „dobrego”.  Na większości świadectw podpisana jest Agathe Jankowsky, natomiast nazwiska dyrektora (przełożonego?) nie sposób odczytać z powodu pisanego gotyku.
Rok szkolny 1910/1911 spędził już mój Dziadek w Krakowie. Tam należał wraz z wieloma kolegami (Mieczysław Więckowski, Maciej Bardel, Bogusław Szul, Władysław Chrząszczyński, Lech Niewiadomski, Kazimierz Nieć) do Organizacji Młodzieży Niepodległościowej zgrupowanej wokół Znicza („Zarzewiacy”). W marcu 1911 przystąpili do tajnej wówczas organizacji „Armia Polska” w kompanii pod dowództwem płk Ulrycha. Od sierpnia 1911 byli członkami Polskich Drużyn Strzeleckich w ramach których we wrześniu 1913 odkomenderowani zostali do Skautingu, gdzie objęli stanowiska drużynowych pracując jednocześnie w drużynach polowych Sokoła.
Po śmierci jego ojca Jana Franciszka, matka jego, Władysława zwróciła się do „prześwietnego c. k. sądu o ustanowienie współopiekuna”, co było przewidziane prawem galicyjskim. Został nim ks. Antoni Linda, który złożył stosowne przyrzeczenia w dniu 5 listopada 1912.
W czerwcu 1913 Dziadek zdobył świadectwo dojrzałości w Trzecim Gimnazjum w Krakowie a jesienią 1913 rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nie było mu dane studiować dłużej - zaliczył zaledwie dwa semestry (Nr Indeksu 13041).
Z chwilą wybuchu I Wojny Światowej, 16 sierpnia 1914 Stanisław wstąpił do Legionów Polskich (zaprzysiężony 4.09.1914) i wyruszył na front kampanii karpackiej a już 29 września 1914 „na wojennej służbie” z przedstawienia brygadiera Zygmunta Zielińskiego otrzymał awans na chorążego (Patent został wystawiony 19 stycznia 1916). W 2 p.p. Legionów służył jako dowódca plutonu a potem adiutant II Batalionu 2 p.p. Legionów. W dniu 29 października 1914 jego oddział pod dowództwem gen. Z. Zielińskiego brał udział w bitwie pod Nadworną koło Mołodkowa i Harcza gdzie padło ok. 700 żołnierzy. Dziadek został ranny w prawą nogę (od tej pory zawsze już utykał) i przez parę miesięcy leżał w rosyjskim szpitalu w Płoskirowie (wraz z kpt. Tadeuszem Teslarem) a potem dostał się do niewoli rosyjskiej.
W międzyczasie dowództwo wydało Dyplom Nr 1270 na małym kawałku pokolorowanego pergaminu, z wizerunkiem swastyki:
„Towarzyszowi Broni chorążemu Stanisławowi Thunowi za dzielność i na pamięć przebytych bojów w czwartym pułku piech. L.P.r 1915-1916 znak ten swastyki II kl. udziela się.
Pozycja pod Rudką Sitowicką                                                        Komenda 4 p.p.
trzeciego r. Wojny Światowej                                                ROJA
Dn. 16.IX.916 r.”                   
(Sam podpis tego generała Roji wygląda jak swastyka).
Podejrzewam, że dyplomik ten musiał być wysłany do mojej prababki, ponieważ jej syn był wtedy w niewoli.
W czerwcu 1917, na podstawie fałszywych papierów na nazwisko Malczewski, udało mu się uciec. Z rosyjskiego dokumentu wynikałoby, że ten obóz pracy przymusowej (katorżiennaja rabota) był w Irkucku. Potem błąkał się po Rosji aż do przejścia frontu, tj. do 2 lutego 1918, po czym został internowany w Wiedniu (tam posłała mu pieniądze jego ciotka Helena Zaleska, chyba bratowa Władysławy – żona Henryka) i Witkowicach. Do Krakowa wrócił w kwietniu 1918 i zatrzymał się u Adama Stobieckiego na Sławkowskiej 4. Wtedy przyjechała jego matka z Rozdrażewa.
Od powrotu do Krakowa Staś pracował jako urzędnik w Inspektoracie zasiłkowym C.K. Namiestnictwa C.O.G (‘Centrala dla gospodarczej odbudowy Galicyi’) co wynika z zaświadczenia wydanego 18 kwietnia 1918 stwierdzającego konieczność jego obecności w biurze „poza godziną urzędową”. Tego samego roku 1 listopada wstąpił do Wojska Polskiego.
Przez pierwszy miesiąc był oficerem ordynansowym w stopniu podporucznika a 12 listopada został mianowany porucznikiem na podstawie rozkazu Nr 8 wydanym przez znanego nam już Generała Brygady Roję. Potem służył jako dowódca oddziału gońców bojowych w 4 p.p. Leg. W styczniu 1919 był adiutantem D-cy O. Gen Warszawa a przez następne pięć miesięcy dowódcą kompanii w 2 Dyw. Leg w Jabłonnie. Następne cztery miesiące spędził jako dowódca kompanii a potem baonu detach. 2 Dyw Piechoty na froncie. Zachowała się legitymacja wydana w Lidzie 21 maja 1919 przez Dowództwo 2 Dywizji Legionów dla Por Thuna Stanisława z przydziałem taktycznym w 2 Dyw Leg. z funkcją Dowódcy Grupy Harcerskiej i podpisana przez gen. Roję. Niedługo potem 1 kompania harcerska pod dowództwem Dziadka odznaczyła się walecznością, co zostało odnotowane w rozkazie Nr 108 gen. Roji z dnia 27 lipca 1919, który odznaczył kilkunastu żołnierzy, pisząc:
„Waleczna 1-sza kompania harcerska pod d-twem jej wzorowego i dzielnego d-cy por.  T h u n a Stanisława odznaczyła się i zasłużyła w walkach w okolicach Radoszkowic pod Rogowają i Puchlakami, gdzie w silnym ogniu nieprzyjacielskiej artylerii odbijała zwycięsko ataki wielokrotnie liczniejszego nieprzyjaciela, stojąc twardo na wyznaczonych jej stanowiskach.
Zasługi bojowe dzielnych harcerzy tak pod Radoszkowiczami jak i przy odparciu okrężnego ataku na Radziwce są tem cenniejsze, że harcerski oddział ten zgłosił się na ochotnika do tej akcji. Prócz wzorowego d-cy zasługują na odznaczenie następujący harcerze-oficerowie i żołnierze legioniści....”  
Od września 1919 do marca 1920 Dziadek był adiutantem D-cy O. Gen Kielce. W Kielcach miał jednak jakieś zarzuty prawne (nie po raz pierwszy, bo 3 maja 1918 z sądu wojskowego w Wiedniu przysłano mu zawiadomienie o umorzeniu postępowania przygotowawczego w związku z jakimś wykroczeniem, którego paragrafy podano, ale trzeba by znać ówczesne prawodawstwo austriackie aby wiedzieć o co chodzi). Prokurator przy Sądzie Wojskowym wydał tajne pismo do DOG w Kielcach ”aby zawiadomiono por. St. Thuna, iż śledztwo przeciw niemu o przestępstwo z własnowolnego wydalenia się /nie stawienia się na czas, tj. 22.IX.1919 do „Grupy Harcerskiej” 2 Dyw. Leg. z urlopu/ zostało po myśli § 245 p.k.w.,  a to z braku cech przestępstwa, umorzone”.
Następnie został adiutantem dowódcy Grupy Pomorskiej a następnie Dowódcy 2 Armii na froncie.
Tu chciałabym przytoczyć treść Rozkazu Nr 2 z dnia 6 sierpnia 1920 w którym generał Roja rozwinął swój talent dramatyczny (musiała to być barwna postać):
„Żołnierze!
Każdy z Was ma albo posiadał matkę!...
- Naturalnie – powiadacie – każdy z nas musiał mieć matkę.
Towarzysze broni! – jednakowoż nie każda matka jest równie kochająca, a niektóra i mało dba o dziecko!
- Bywa i tak – powiadacie.
Towarzysze broni – gdyby ta matka jednakowoż była nawet najgorszą – czy pozwolilibyście by tę matkę tyranizował i bił ktokolwiek w waszych oczach, a zwłaszcza obcy przybysz?
Żołnierze! Jakżeż mogą przypuszczać bolszewicy-moskale, że pozwolimy im bić naszą Matkę Polskę, której brakło czasu, a nawet nie wolno jej było pod rządami prusko-moskiewskimi zająć się i wychować swoje dzieci.
Towarzysze broni! Rozum i serce każe nam bronić się przed moskiewskim najazdem i carskimi metodami.
Pozdrawiam Was!
                            (-) ROJA, generał
Rozkaz powyższy odczytać przed frontem wszystkich podległych mi oddziałów.
                   Za zgodność:
                            (-) Rosiński, podp.”

Tak na marginesie – na wszystkich rozkazach z tego okresu widnieją w podpisach tylko nazwiska przełożonych bez ich imion. Nie wiem czy była to tylko maniera czy jakiś system bezpieczeństwa.
W grudniu 1920, na swoją prośbę z dnia 23 października 1920, Stanisław został odkomenderowany na studia do Warszawy w Wyższej Szkole Handlowej. Tam pełnił funkcję oficera łącznikowego Komendy Miasta Warszawy w stopniu kapitana.
15 maja 1921 poślubił poznaną w czasie stacjonowania w Kielcach Zofię Aleksandrę Wołoszyńską córkę Aleksandra Ksawerego Wołoszyńskiego h. Prus i Zofii Kołakowskiej h. Kościesza.  Ślub odbył się w Warszawie w parafii św. Jana Chrzciciela.
Na zawarcie związku małżeńskiego dostał Dziadek zezwolenie od dowództwa w Kielcach w dniu 12 listopada 1920, potwierdzone Rozkazem Nr 120 z dnia 19 listopada 1920, podpisanym przez Ministra Spraw Wojskowych generała Sosnkowskiego, gdzie obok takich spraw jak
–przeniesienia,
-sprostowania,
- wstrzymanie bezterminowego urlopowania podkuwaczy koni,
-samowolnych najazdów na lasy przez żołnierzy
zostały wydane zezwolenia na zawarcie związku małżeńskiego pięciu żołnierzom (Walerian Niedźwiecki z Anną Gołębską, Włodzimierz Zygmunt Miszewski z Mieczysławą Miszewską, Stanisław Abramowicz z Marią Heleną Elzanowską, Michał Ochrymowicz z Władysławą Niewrzałkiewiczówną) a tylko naszemu Dziadkowi poufne (zezw. 50/VI). Podejrzewam, ze w tym czasie Dziadek działał już w Wywiadzie wojskowym na co wskazywałby Wykaz Osobisty Nr 13 z jego zdjęciem a wystawiony w Grudziądzu 4.6.1920 na nazwisko Stefan Tiedemann, ur. 20.5.1894, zam. w Grudziądzu na ul. Lipowej 44 z zawodu „kupiec” (czyli wszystko się zgadza: inicjały, rok urodzenia i data 20 maja - dzień urodzin mojej córki Olgi :) ).
Zanim Dziadek ukończył studia handlowe egzaminem dyplomowym w czerwcu 1922 prezentując pracę na temat: „Wychodźstwo Polskie w Paranie po Wojnie Światowej”, został uhonorowany za swoją waleczność w czasie wojny Odznaką Orderu VIRTUTI MILITARI  klasy V, nadanej mu przez Adjutanturę Generalną Wodza Naczelnego w dniu 17 maja 1922.
         Dnia 1 stycznia 1923 rozpoczął służbę w Wojskowym Instytucie Naukowo Wydawniczym a od 15 lutego 1926 był kierownikiem wydziału II.
W międzyczasie, 15 czerwca 1924 urodził się mój ojciec Jerzy.
Od 1 września do 1 grudnia 1924 przeszedł w Rembertowie ‘z wynikiem pomyślnym unifikacyjny doskonalący kurs przed awansem’, o czym zaświadczył PRICH, Gen. Bryg. (i znowu brak imienia). Wkrótce potem został awansowany do stopnia majora.
Jako major był wplątany w intrygę generalską, dotykającą znanego nam generała Roję, który w swoim  piśmie do Biura Historycznego Sztabu Generalnego 28. 11.1925 upraszał aby jego szef, gen Kukiel
zaprzestał szerzenia zarzutów nie opartych na źródłach niezawodnych i obustronnych, a dotyczących mej służby. Oszczerstwa gen Kukiela o poziomie historii „Obrony Lwowa” posła Mączyńskiego nie odpowiadają powadze B. Hist. a styl uchodzący rozgoryczonemu Marszałkowi, przybiera u p. Kukiela formę z ulicy.
Treść  komunikatu o Odsieczy Lwowa podtrzymuję w całości. Łatwo do udowodnienia pozostaje, że gen. Tokarzewski wyruszył na odsiecz Lwowa tylko na mój i wyłączny rozkaz, jak nie mniej, że obrona Ostrołęki załamała się dopiero po odwołaniu mnie do Warszawy, a cofanie się tu jak i  w innych momentach już rzeczą przełożonych i następców moich.
Warszawa, Czerniaków, Willa Przedwiośnie.”
W związku z tą sprawą Dziadkowi postawiono zarzut o przekazanie Roji służbowego pisma Szefa Biura Historycznego z dnia 5/XI.1925 skierowane do Szefa Wojskowego Instytutu Naukowo-Wydawniczego, zawierający ustęp dyskwalifikujący komunikat prasowy gen. Roji z dnia 23/XI 1918 o odsieczy Lwowa.
Jednak Sąd Honorowy oficerów sztabowych zebrany 26 kwietnia 1926 w gabinecie Szefa Biura kapituły Orderu Wojskowego „Virtuti Militari”, Plac Saski 7 podjął uchwałę, „że Major THUN Stanisław n i e  m a   b y ć  o d d a n y pod Sąd Honorowy”  ponieważ pismo owo „nie było tajnem ani poufnym” a ponadto Mjr Thun podał jego treść „z pobudek uczciwych i dał w ten sposób gen. Roji swemu b. dowódcy możność obrony przed ubliżającym mu zarzutem, który pismo L. 1878/25 faktycznie zawierało”.
Podpisał Przewodniczący Kompletu /-/ HUBICKI Płk Lek.
Członkowie Sądu:
J. Gąsiorowski, płk
Barzykowski, płk                               poświadczył KESSLER, gen. Bryg.
Masny, płk
Maciesza, ppłk
Pełczyński, mjr
Stachiewicz, płk
 
Dzięki takiemu orzeczeniu sądu, Kanclerz Orderu Odrodzenia Polski mógł podpisać Dekret Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 28 kwietnia 1926 zaliczający Pana Majora Stanisława Thuna w poczet Kawalerów Orderu Odrodzenia Polski nadając Mu odznaki Krzyża Kawalerskiego tego orderu za zasługi położone na polu nauki wojskowej i piśmiennictwa wojskowego.
W Święto Narodowe, 11 listopada 1928 Dziadkowi zostały przyznane dwa medale: Pamiątkowy za Wojnę 1918-1921 i Medal Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości.
Wygląda na to, że okres międzywojenny był czasem żniw dla mojego Dziadka ponieważ średnio co roku sypały Mu się medale i odznaki. Wynikało to z jego męstwa, zaangażowania jako patrioty ale też i postawy obywatelskiej.
8 kwietnia 1931 Minister Spraw Wewnętrznych Sławoj Składkowski nadał Dziadkowi MEDAL za Ratowanie Ginących za wyratowanie tonącego w dniu 15 czerwca 1930 (w 6 urodziny mego Ojca).
W Sylwestra 1931, na I Zjeździe b. Więźniów Ideowych został uhonorowany Odznaką Pamiątkową Więźniów Ideowych z lat 1914-1921 z powodu więzienia przez Rosjan.
A niedługo potem, 25 stycznia 1932 otrzymał prawo noszenia Odznaki Pamiątkowej 2 p.p. Legionów, na podstawie rozkazu dowódcy pułku płk. dypl. De Laveaux (znowu bez imienia).
Było to już pod koniec Jego czynnej służby ponieważ 29.02.1932 został przeniesiony w stan spoczynku ale od 1 kwietnia 1932 do 1939 został mianowany Kierownikiem Głównej Księgarni Wojskowej.
Szef Wojsk,. Inst. Nauk-Ośw., ppłk. dypl. K. Ryziński (tu chociaż inicjał) wystawiając w 1939 roku zaświadczenie o wykonywanej funkcji swego podwładnego stwierdził, że „p. mjr w st. sp. wywiązywał się dobrze ze swych obowiązków. Jest to człowiek inteligentny, pracowity, rzutki i pełen inicjatywy. Cechuje go duża samodzielność i giętkość umysłu”.
O ile na polu zawodowym Dziadek realizował się i był doceniany, o tyle w życiu prywatnym wszystko od paru lat szło w złym kierunku i w pewnym momencie Dziadek poprosił „babcię” Hulanicką, która w czasie I Wojny Światowej, jak wiele innych ochotniczek, wysyłała Dziadkowi paczki do obozu, aby pomogła zająć się domem i dzieckiem ponieważ moja Babka, wzięta tenisistka spędzała czas na kortach albo na turniejach (słyszałam od mojego kuzyna, że była trzecią rakietą w Polsce przed wojną). Stanisław mawiał podobno, że dzieckiem zajmowała się służąca albo ordynans. Ostatecznie doszło do rozwodu w roku 1932, który odbył się w Wilnie. Rozprawa sądowa została zwołana na dzień 11 maja przed Konsystorzem Wileńskim Ewangelicko-Reformowanym (ul. Zawalna 11), o czym zawiadamiało pismo podpisane przez W. Mackiewicza. Oboje małżonkowie byli wyznania rzymsko-katolickiego i nie wiadomo dlaczego finał ich pożycia został oddany w ręce kościoła protestanckiego. Wygląda na to, że Dziadek zmienił w międzyczasie wyznanie. Sąd przyznał ojcu opiekę nad małoletnim Jurkiem i w ten sposób mój Tata miał matkę od święta a wychowanie żołnierskie na co dzień.
W jakiś czas potem Stanisław ożenił się z Eligią Wachnowską. Nie znam daty ich ślubu ale musiało to być przed 1935. Była to piękna kobieta ale z kompleksami z powodu swego pochodzenia oraz o zapędach literackich. Spłodziła nawet książkę „Alarm dla Miasta Warszawy trwa”, która naszpikowana jest drobnomieszczańskimi sentymentalnymi scenkami z czasu kampanii wrześniowej. Została wydana chyba w czasie okupacji. Na okładce widnieje tylko wydawca Gebethner i Wolf a w środku wyklejka z papieru pakowego i żadnych innych danych, choćby roku wydania! Nie mam pojęcia co się stało z tą panią. Mój Ojciec nigdy o niej nie wspominał. Wiadomo, że przeżyła wojnę ponieważ w Expresie Wieczornym z 1 sierpnia 1946 wydrukowano jej wspomnienie o mym Dziadku pt. „Uchylone drzwi”.
 
Kult literatury musiał być silny u Dyrektora Księgarni ponieważ on sam miał zamiar napisać książkę „Największe Zwycięstwo”, na który to tytuł w nakładzie 2000 szt. podpisał Umowę z Wojskowym Instytutem Naukowo-Wydawniczym w dniu 24 czerwca 1932 i otrzymał zaliczkę w wysokości 300 zł. Na dole umowy jest dopisek odręczny, że autor może książkę wydać pod pseudonimem „Stanisław Zaleski”. Z umowy też wiadomo, że Dziadek mieszkał wówczas na ul. Sułkowskiego 2 m.4.
Książka chyba nie powstała, bo w przeciwnym razie prawdopodobnie znalazłaby się w naszym domu wraz z bogatym archiwum Dziadka.
Związki Stanisława z literaturą były mimo to bardzo ścisłe. Musiał się zasłużyć na jej polu ponieważ Polska Akademia Literatury w osobie Sekretarza Juliusza Kaden-Bandrowskiego i Prezesa Wacława Sieroszewskiego przyznała Mu Srebrny Wawrzyn Akademicki w dniu 5 listopada 1935. Jako instytucja kulturalna nie dysponowała - wtedy również! - środkami, więc Laureat musiał sam zapłacić za wykonanie odznaki i dyplomu, wpłacając 18 zł na załączonym blankiecie PKO!
W roku 1936 Dziadek mój był prawdopodobnie w Palestynie, przynajmniej tak wynika z paszportu ważnego na jednorazowy wyjazd wystawionego w kwietniu przez Starostwo Powiatowe. Są tam dwie wizy: wydana na targi w Tel Avivie przez Brytyjski Urząd Kontroli Paszportowej na okres miesiąca i tranzytowa rumuńska. Nie ma natomiast żadnych stempli wyjazdowych ani wjazdowych. 
Natomiast w roku 1937/1938 Dziadek był w Constanzy. Nic o tej podróży nie wiadomo, ale prawdopodobnie, tak jak to było z wyjazdem do Palestyny, w grę wchodziła działalność wywiadowcza.
Społecznikowska działalność Stanisława została zauważona 30 lipca 1938 kiedy to Prezes rady Ministrów Sławoj Składkowski nadał mu Złoty Krzyż Zasługi po raz pierwszy, za zasługi na polu pracy społecznej.
Okres chwały trwał prawie do wybuchu II Wojny: 17 stycznia 1939 otrzymał Honorowy Krzyż
Harcerzy z Czasów Walk o Niepodległość za pracę harcerską w latach walk o niepodległość 1909-1921.
Żeglarz
Pod pewnym względem moi Dziadkowie dobrali się bardzo dobrze: oboje byli rozmiłowani w sporcie.
Jako zahartowany harcerz, Stanisław wybrał wymagający sport żeglarski. Zaczął już w Krakowie w roku 1919 pod auspicjami znanego nam gen. Roji. W roku 1920 został tymczasowym prokurentem Polskiego Towarzystwa Żeglugi Morskiej i Rzecznej S.A. „Bałtyk” z prawem podpisywania czeków i pism tego Towarzystwa. W latach późniejszych przyjeżdżał do Gdyni aby pod okiem Mariusza Zaruskiego zdobywać szlify na wodach Bałtyku. Spędził tu wakacje parę razy, odbywając w roku 1931 i 1932 rejsy na Bornholm i do Visby na jachtach „Junak” i „Temida I”, chcąc wypływać obowiązkowe mile do patentu Kapitana Jachtowej Żeglugi Morskiej, który otrzymał w r. 1932. Zabierał czasem do Gdyni swojego syna. Może te letnie wspomnienia mojego Ojca pomogły Mu podjąć decyzję o wyborze właśnie Szkoły Morskiej a nie innej uczelni oferującej podobne warunki bytowe, jako że wobec braku Ojca i nieznanego losu matki, głównym motywem przyjazdu Jerzego do Gdyni po wojnie była konieczność znalezienia pewnego dachu nad głową i utrzymania.
         Obrona Warszawy
Z okresu walk o Warszawę we wrześniu 1939 zachowały się po Dziadku mapy, prywatny dzienniczek, rozkazy i mapnik (z napisem po węgiersku, więc pewnie pochodził jeszcze z kampanii karpackiej). Legitymacja wystawiona przez Dowództwo Obrony Warszawy nie ma ani numeru ani daty, jest natomiast pieczęć i podpis dowódcy pułku, płk Sosabowskiego i określa przynależność Dziadka do II Baonu 2 p. p. A w dniu 7 września 1939 Komendant Miasta płk Machowicz przydzielił Dziadka do dyspozycji dowódcy Cytadeli. Schematyczna mapa Pragi z zaznaczonymi odcinkami ulic określa miejsce obrony miasta przez Jego pułk, ponieważ w Rozkazie płk Sosabowskiego z dnia 15.09. zawarta jest informacja, że nieprzyjaciel dochodzi do wschodnich skrajów Grochowa. Rozkaz ten zawiera szczegółowe informacje jak walczyć, jakiego rodzaju broni używać, czym przewozić materiały pomocne do obrony (np. worki z piaskiem) a także ustala kody umowne (cyfrowe) na każdy dzień. 17.09 ich baon (Gustaw) dokonał pierwszego natarcia i w wyniku tego dostali się w huraganowy ogień nieprzyjaciela. Ciekawsze od treści rozkazów są zapiski dzienne mojego Dziadka, gdzie oddaje nastrój chwili poszczególnych dni opisując początek II wojny światowej:  „ 1. IX w ogonku za mąką w LOPP na Pierackiego z rana nie wiedziano jeszcze o wojnie. Alarm lotniczy połączony z ostrym strzelaniem przyjęto za ćwiczenia opl. Dopiero wiadomość w radio wyprowadziła z błędu. Nigdy tej wojny nie przypuszczałem ani nie wyczuwałem . Czekając wezwania do wojska – gdyż PKU oświadczyła, że ochotników nie przyjmują – z przykrością dowiaduję się, że ten i ów już w mundurze – a ja muszę siedzieć. Prowadzę sekretariat PTWK. Zaczynają się naloty. W pierwszym dniu prętkie bitwy powietrzne – np. na placu Unii Lubelskiej. Ludzie różnie się zachowują: boją się, lekceważą, modlą się lub brawurują . .......  Aż nagle, w nocy z 5 na 6 IX, dyżurni nocni w Laskach budzą mnie, że podobno Niemcy przerwali front pod Płońskiem i zbliżają się do W-wy. Przy księżycu, drogą maszerują siostry zakładowe z łopatami na Wawryszew celem kopania rowów przeciwczołgowych, odmawiając głośno litanię. Zakopujemy z Jurkiem żywność, broń, mundury. Z kier. szkoły ppor Sokołowskim odjeżdżamy bryczką.  ........... Po ciemku docieramy do K-dy miasta, gdzie dostajemy przydział do Cytadeli. Tam po zameldowaniu się dostaję baon ppłk Sikorskiego (z szkoły Gimn w Poznaniu). Baon liczy 150 ludzi. Oficerów i podof dobieram sobie ze zebranych. Janek Wilczyński – są już znajomi. W Cytadeli niesłychany tłok i brud. ........ Znajdujemy się razem – młodzi i starzy, którzy już nie przypuszczali, że jeszcze będą wojować. Wszystkie stany,  zawody, ożywieni wszyscy jednym – chcemy się bić. Nareszcie mój baon wychodzi z Cytadeli 9. IX i zajmuje odcinek most kolejowy Żoliborz – dworzec Gdański. Jest trzecia linia obrony ale dobre i to. Kwaterujemy w szkole vis a vis przepustu kolejowego na Zoliborz. Uciekinierzy z Łodzi opowiadają swe przeżycia – naloty, czołgi. Przez patrole wyłapujemy uciekających żołnierzy i wcielamy ich do swego baonu. Niestety 2 komp. z ppor. Bielawskim i Komar-Gackim odchodzą na osłonę Palmir, by więcej nie wrócić – zostały później wcielone do baonu wart. .... 19. IX. Praga ........ Biedne są zwierzęta. Pełno bezdomnych psów, głodnych, rannych, biegnących gdzieś w ślepym błądzeniu. Trupy końskie gęsto zalegają ulice. Koty, którym  tak dobrze powodziło się, teraz w opuszczonych domach chodzą leniwe z głodu, wylizując puszki z konserw i z każdej ręki przyjmują skwapliwie pieszczotę. Ppor Czarnecki w czasie ognia gwałtownego artyl. przypadł pod lokomotywę i wcisnął się w lukę pod koła. Za nim wpadł pies i drżący położył się na jego skulonych plecach. Rwie się tuż pocisk. Pies zostaje przepołowiony – głowa i przednie nogi zostały osobno, z reszty ciała miazga krwawa. ......... 24.IX. ....... Niemcy na przedpolu nie wykazują żadnej aktywności, zasadzka wróciła z niczem. Bombardowanie Warszawy trwa. Zamek spalony, a teraz podobno Teatr Wielki. Śródmieście powoli też kładzie się w gruzach. Serce boli słuchając tego. Ginie nasza kochana Warszawa. Nie wyobrażam sobie, by po wojnie mogła pełnić rolę stolicy. Odbudowa będzie musiała dłużej potrwać. .......... 25.IX. ....... Co do sytuacji politycznej najrozmaitsze plotki. Dziś gazet nie ma więc plotka ma szersze zastosowanie. W ciągu ostatnich dni mówiono, ze gen Sosnkowski miał popełnić samobójstwo, że ang lotnictwo walczy nad W-wą, że Sowiety wypowiedziały wojnę Niemcom. To ostatnie oby było prawdą. Kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że Sowiety wkroczyły do Polski, rzekomo nie w celu agresji. Podeszli podobno do dziś pod Lwów i Brześć. Sowiecka amb jest w W-wie. Co to wszystko ma znaczyć? Rzekomo dywizje nasze pod Lwowem zostały rozbrojone i internowane a w Grodnie były zacięte walki na ulicach. Nasza sytuacja wydaje się beznadziejna – a przecież – były nie mniej ciężkie czasy i przyszło ostatecznie zwycięstwo. ........ 29.IX.39. Rozdzielamy ostatni żołd między żołnierzy. Oficerowie otrzymali też swoje pobory. Broń, którą mamy oddać oddajemy zniszczoną. Żołnierze połamali iglice i pokrzywili lufy. Działa zdemontowane, zamki wyrzucone.”  To było ostatnie zdanie z dziennika mojego Dziadka spisywanego w czasie obrony Stolicy.
W obliczu klęski, dowódca odcinka „Grochów” płk Sosabowski wydał swój ostatni rozkaz 28 września 29 roku, zwracając się do swoich żołnierzy jako do „Obrońców Warszawy” dzięki ich „zachowaniu, postawie, duchowi zaczepnemu i odpornemu”. Na koniec wydał polecenie następujące: „Krzepcie swego ducha, nadsłuchujcie rozkazu”.
Tego samego dnia dowódca zgrupowania płk Żongołłowicz w dodatku do rozkazu dziennego ogłosił, ze Dowódca Armii Warszawa polecił mu nadać „Krzyż Walecznych” mjr Thunowi Stanisławowi, kpt. Chrapczyńskiemu Antoniemu, ppor Haakowi Alfredowi, chor. Szubie Stefanowi. 
Konspiracja
Po kapitulacji Dziadek musiał zameldować się w Komendzie Warschau w dniu 31. 10. 1939, o czym świadczy wydany Bescheinigung Nr 6658.
Natomiast wcześniej, 3 października 1939 został zaproszony na tajne spotkanie w podziemiach gmachu PKO z założycielami organizacji Służba Zwycięstwu Polsce (później zatwierdzonej przez Sikorskiego jako Związek Walki Zbrojnej): gen. Kazimierzem Karasiewiczem-Tokarzewskim, płk. Roweckim (późn. Grot), posłem Mieczysławem Niedziałkowskim, marsz. Maciejem Ratajem, prof. Romanem Rybarskim i prez. Stefanem Starzyńskim w celu sformowania struktury organizacyjnej. Wówczas powierzono Mu zorganizowanie Skarbu Organizacji. Tak zaczęła się Jego działalność pod głównym pseudonimem „Leszcz”, ale też „Malcz”, „Janusz” „Nawrot”, jako szefa finansów AK, czyli VII Oddziału Komendy Głównej. To On zorganizował całą sieć lokali kontaktowych w stolicy i zaplanował akcję Góral w 1943, w której Kadry Dywersji zdobywały pieniądze z transportów niemieckich za które Leszcz skupował waluty obce i złoto na terenie Generalnej Guberni i rzucał te setki tysięcy dolarów na rynek często powodując wahania w kursie wymiany.
W tym czasie mieszkał na Kanonii w domu na skarpie, który nazywał swoją Wenecją.
W chwili wybuchu Powstania Komenda Główna miała pozostać na stanowiskach nie bojowych i nie ujawniać się. Dla aktywnego żołnierza była to męka. Oczekiwał więc na rozkazy na ul. Leszno 24, gdzie 3 sierpnia jego współpracownik chcąc ulżyć Jego wewnętrznej rozterce zaproponował wyjście na dach kamienicy i obserwowanie ostrzału Pawiaka. Gdy Dziadek wyjrzał przez właz w dachu został trafiony przez „gołębiarza”. Martwy, spadł na ręce swojej adiutant, Krystyny Doney-Rózańskiej. Zawiniętego w płótno, płk Pirat i kpt. Alan (Antoni Baranowski) pochowali w podwórku. Następnego dnia został odkopany i przełożony do skleconej na prędce skrzyni.
Po wojnie został ekshumowany i pochowany na Powązkach na Cmentarzu Wojskowym.
Informacje o konspiracji i Powstaniu zaczerpnęłam z artykułu Stanisława Podlewskiego pt. „Dyktator finansowy Polski Podziemnej” opublikowanego w nieokreślonej gazecie z 1948 roku, oraz artykułu „Akcja Góral” autorstwa ppłk Emila Kumora w czasopiśmie Kierunki z dnia 3 marca 1957. 

Koło byłych Żołnierzy Armii Krajowej w Londynie potwierdziło w roku 1964 nadanie mojemu Dziadkowi  pośmiertnie Orderu Wojennego Virtuti Militari kl. czwartej w dniu 2.10.1944 przez Dowódcę Armii Krajowej.
http://akson.sgh.waw.pl/~thorrel/gazeta/archiwum/018/t10.htm
Ostatnia aktualizacja ( piątek, 20 styczeń 2012 )
< Poprzedni   Następny >